Blog
blog nieczynny do odwołania
Jerzy Gawin
Jerzy Gawin rencista
1 obserwujący 23 notki 6234 odsłony
Jerzy Gawin, 12 marca 2017 r.

Węgierskie złudzenia - trafna diagnoza Dmowskiego

Kiedy w styczniu 2014 roku obudziłem się w Liverpool Public Hospital, w południowo-zachodniej dzielnicy Sydney z narkozy po operacji, usłyszałem wokół siebie rozmowę 2 pielęgniarek. Po węgiersku. Ze mną i większością ludzi rozmawiały po angielsku, ale z pacjentami z byłej Jugosławii po serbsku. Pochodziły z Wojwodiny.

Tu, w Australii imigranci mają taki zwyczaj, że nalepiają sobie na samochody tablice z oznaczeniem kraju, z którego pochodzą: Węgrzy H, Polacy PL, Niemcy D itd. Często w tle zaznaczony jest kontur kraju rodzinnego. W obecnych granicach. Nie spotkałem jeszcze Polaka, który miałby samochód z nalepionymi konturami Polski w granicach z 1619 roku, Niemca z konturami Niemiec z czasów Bismarcka itd. Polskie i niemieckie kresy umarły.

Ale nie Węgrzy. Oni zaznaczają granice swej ojczyzny z czasów sprzed traktatu w Trianon.

Bo też istnieje silna węgierska mniejszość w serbskiej Wojwodinie, rumuńskim Siedmiogrodzie, na węgiersko-słowackim pograniczu (to jest miejscami większość) i na ukraińskim Zakarpaciu, gdzie z kolei Janukowycz wygrał z Tymoszenko wybory prezydenckie, co jest w zachodniej części Ukrainy nie do pomyślenia.

Jak wiemy, po bitwie pod Mohaczem w 1526 roku Węgry straciły swoje znaczenie i stopniowo zaczęły tracić terytorium, a wreszcie niepodległość. Ten nieciekawy dla nich okres pokrywa się (przynajmniej po części) z upadkiem znaczenia Niemiec jako państwa. Załamanie się potęgi tureckiej spowodowało, że Węgrzy wydostali się spod władzy państwa tureckiego i przeszli pod panowanie Habsburgów. Niepodległości wszelako nie odzyskali. Dopiero widmo całkowitej przegranej Habsburgów w walce z Prusami o zjednoczenie Niemiec odmieniło węgierski los. Odzyskały one niepodległość w granicach Wielkich Węgier, a fakt, że związane były unią personalną z dynastią habsburską w warunkach supremacji niemieckiej nad tą częścią kontynentu nie uwierał. Były to Węgry na miarę ich ambicji, gdzie element madziarski na dość rozległym terytorium, nawet jeśli nie wszędzie stanowił większość, to wszędzie dominował cywilizacyjnie i społecznie.

W tym samym czasie, gdy Węgrzy cieszyli się niepodległością, zjednoczone Niemcy były u szczytu chwały, sprawa polska politycznie leżała. Oni uzyskali niepodległość, my autonomię galicyjską, germanizację w zaborze pruskim i zamianę nazwy Królestwo Kongresowe na Priwislinski Kraj.

Klęska Niemiec, rozpad monarchii habsburskiej i rewolucja bolszewicka umożliwiły odbudowę państwa polskiego, ale Węgrzy nie mieli powodów do radości. Stracili większość swego terytorium na rzecz nowych państw, których mieszkańcami pogardzali: siedmiogrodzkich, rumuńskojęzycznych „brudasów”, słowackich, „galicyjskopodobnych” chłopów, bałkańskich „prymitywów” z żyznej Wojwodiny, czy zakarpackich Rusinów. Dla nich to był szok. Druga wojna światowa niczego nie zmieniła, też skończyła się klęską Niemiec. I nie pomogło, że regent Horthy „posłuchał Ziemkiewicza i Zychowicza” i podporządkował się Hitlerowi. Owszem, było mniej gruzów i trupów niż w Warszawie, ale już węgierskich Żydów trzeba było grzecznie dostarczyć Hitlerowi. Po wojnie Węgrzy nie od razu zrozumieli czym jest Rosja i moskiewska kultura polityczna. Też i w roku 1956 zapłacili wyższą cenę od Polaków, których Moskwa edukowała już wcześniej. Niemniej jednak Węgry dla zwycięskiego Stalina nigdy nie stanowiły aż takiego priorytetu jak Polska. Nie miał nic przeciwko istnieniu mniejszości węgierskiej w krajach, nad którymi po wojnie zapanował, ani nawet na Zakarpaciu, wcielonym bezpośrednio do ZSRR. Nie wysiedlał również Węgrów Tito.

Podobieństwo struktury społecznej i podobny poziom rozwoju cywilizacyjnego spowodowały, że widzimy w Madziarach bratnie dusze i budzą oni w nas pozytywne emocje.

Żadne względy, czy to natury historycznej, czy bieżące uwarunkowania nie czynią z nas sojuszników, a nasze geopolityczne interesy były i są sprzeczne. My chcemy Europy Środkowej z silną i podmiotową Polską, im „Mitteleuropa” podporządkowana niemieckim interesom nie przeszkadza, podobnie jak Rosji - przy jej obecnych ambicjach – nie przeszkadza istnienie Węgier w „niemieckiej” Europie. Mało tego, w tej układance mogą się z czasem (na pewno nie teraz) pokusić o odzyskanie wpływów na „ziemiach utraconych”. Wszyscy sąsiedzi – wzięci z osobna: Słowacja, Serbia, Ukraina i Rumunia mają więcej problemów i na pewno większe gospodarcze kłopoty.

O tej geopolitycznej sprzeczności interesów pisał już w latach 20-tych Roman Dmowski i strasznie irytowała go „madziarofilia” Polaków, zwłaszcza wśród polityków sanacyjnych: Polska zawdzięczająca swe zachodnie granice wersalskim traktatom miałaby kwestionować postanowienia traktatu w Trianon? By zantagonizować Rumunię, jedynego jako-tako pewnego sojusznika?

Tamtej Polski sanacja nie uratowała. Ale dzięki granicy z Rumunią było chociaż dokąd wiać, by ujść z życiem i nie podpisywać aktu kapitulacji.

Trudno, by Jarosław Kaczyński, który ma pisma Dmowskiego w małym palcu, o tym wszystkim nie wiedział. Podobnie jak Orban. Obaj jednak musieliby być skończonymi idiotami, gdyby to przedwcześnie ogłosili, znając przyjazne, wzajemne nastawienie obu narodów i wspólną (nie łudźmy się) pogardę dla „brudasów” w obu państwach. I polityk musi się z tym liczyć.

Teraz już chyba tej sprzeczności interesów ukrywać się nie da. A Pan Roman znowu okazał się być dobrym prorokiem…


Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

nijaki

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @Autorka Kochasz mnie jeszcze?
  • @pierdoła "To Pan Bóg nas chyba - chcąc nas ukarać - odebrał nam, Polakom, rozum" Tobie nie...
  • @konkluzja Buziaczki, pierdoło.

Tagi

Tematy w dziale